islamska Suka i japonskie Siku… ;-)

5 grudnia 2012

Takie smieszne dwa przyklady z zycia:

1. Lata 80te, PRL, era Pewexu i Baltony. Pal licho frykasy do jedzenia, markowe ciuchy czy wtedy oszalamiajacy sprzet domowy (RTV/AGD); liczyly sie tylko zabawki, prawdziwe zabawki z zachodu! Raj dla dzieci wowczas. Zabawki z krajow zachodu owczesnego „zachodu”: klocki Lego, lalki Barbie, figurki z Gwiezdnych Wojen, Star Treka czy He-mana (ale nie te dostepne u nas, gumowe, byle jak odlane), samochody i pojazdy zdalnie sterowane, lazace roboty, roboty-samochody (Transformersy), etc., etc. Wszystko doskonale wykonane, z dobrych materialow; wszystko kolorowe, grajace, swiecace. Cuda, hehe. Jednak „najlepsiejsze” byly i male resoraki, wykonane z prawdziwej blachy, kopie znanych marek aut, i wieksze pojazdy, rowniez kopie roznych pojazdow, w tym maszyn budowlanych, prawdziwe modele, kolekcjonerskie, doskonale odtworzone z prawdziwych maszyn. Znajomy dostal taka maszyne – dzwig. Prawdziwy zuraw, na wielu kolach. Wszystko ruchome, mechaniczne; wszystko mozna bylo otwierac, zamykac, przekrecac. Pomalowany na zolto i czarno, jak w rzeczywistosci. Dzwig wysuwal sie na dobry metr, mial linke z hakiem, jak w rzeczywistosci. Rowniez wysuwane po bokach podpory. Godzinami potrafilismy sie tym bawic. A bydle bylo ciezkie, metalowe, jakies 5 kg. I jedyne co psulo radoche i wywolywalo konsternacje, zwlaszcza na samym poczatku, przed oswojeniem sie z tym, to… nazwa firmy i jej logo, ktorej ow dzwig byl modelem – Siku… 😉 Japonska firma produkujaca maszyny i pojazdy budowlane;-) Dzis to mnie bawi, ale wowczas, u wszystkich dzieciakow, wywolywalo konsternacje… No bo jak to, taki wypas, i… siku?!;-)

2. Sasiadka mojej babci, tzn. czesc rodziny tej sasiadki, zaraz po I-ej WS, wyemigrowala do Argentyny. Osiedli w Buenos Aires, pomimo tego, ze pochodzili ze wsi (ale nie chlopstwo, lecz zubozona szlachta, typowo zasciankowa); a wowczas wiekszosc emigrantow z Polski do Ameryki Lacinskiej zabieralo sie za role. W jednej z ich corek zakochal sie syn miejscowego bogacza, hotelarza. Niestety, dla rodzicow, byl muzulmaninem (Arabem czy Turkiem, juz nie pamietam). Dlatego byli niechetni malzenstwu. Poniewaz jednak byl to porzadnym i skromnym mezczyzna, rodzina rowniez, i obiecal akceptowac/tolerowac katolickie i polskie zwyczaje i tradycje, to w koncu ulegli i zgodzili sie. Malzenstwo podobno udane, dorobili sie kilkoro dzieci. Przysylali nawet zdjecia. Konsternacje miejscowych wywolywal jednak fakt, ze jedna z corek, na pamiatke po babci meza, nazwano – Suka. Arabskie czy tureckie imie, hehe. Rodzina w Polsce nie mogla tego pojac… 😉

Powered by WPeMatico

No Comments

Comments are closed.